wtorek, 30 kwietnia 2013

Finn nieokiełznany - Oliver Uschmann



Tytuł: Finn nieokiełznany
Autor: Oliver Uschmann
Wydawca: Dreams
Ilość stron: 280
Ocena: 6/6





Jeśli ktoś sądzi, że przyjaźń opiera się w głównej mierze na wspólnych pasjach i zainteresowaniach to zdecydowanie nie miał do czynienia z Finnem Andersem i jego przyjaciółmi – Lucasem oraz Florianem. Ta trójka to nie tylko wielkie indywidua, ale i prawdziwa bomba zegarowa! Kłamca, młody piłkarz i zapalony maniak gier komputerowych – oto z kim mamy do czynienia. Chłopców poznajemy podczas drogi do szkoły, kiedy to zamiast spieszyć się na autobus bawią się w najlepsze wygłupiając, bijąc, obrzucając grudami ziemi. Nic więc dziwnego, iż docierają dopiero na drugą godzinę lekcyjną, zaś Finn zmuszony jest do przedstawienia szczegółowego, bardzo wiarygodnego kłamstwa, które pozwala im uniknąć niepochlebnej notki w dzienniku. Ostatecznie, wszystkie mała i duże kłamstewka Finna oraz drobna zachęta ze strony nauczyciela wychowania fizycznego sprawiają, że w głowie nastolatka pojawia się pomysł gry terenowej, która połączyłaby pasje Finna i jego przyjaciół w jedno. Zadanie jest proste – przez dwanaście godzin chłopcy mają poruszać się cały czas prosto w obrębie siedmiometrowego korytarza bez względu na to, co stanie im na drodze – prywatna posesja, rzeka, czy supermarket. Oj, będzie się działo!

Finn nieokiełznany to książka, którą cechuje różnorodność, zarówno pod względem bohaterów, jak i poruszanych tematów. Znajdziemy tu, bowiem zarówno śmiech, dowcipy, drobne uszczypliwości, czyste uroki dzieciństwa, ambicje, uzależnienie od gier komputerowych, seksualność, problemy rodzinne, jak i bankructwo, kłamstwo, kradzież, oszustwo, śmierć. Mimo skrajnie różnych nastrojów, jakie wiążą się z tymi tematami, autor zdołał połączyć je w zgrabną całość, dzięki czemu powieść ma słodko-kwaśny smak i nadaje się dla każdego czytelnika niezależnie od jego wieku, czy zainteresowań. Albowiem, Finn nieokiełznany zapewnia nie lada rozrywkę zarówno czytelnikowi, który w powieści poszukuje momentu refleksji, głębokiej myśli, odrobiny dramatu, czy okruchów życia, jak również temu, który liczy na przygody, sytuacje komediowe, elementy kulturowe.

Co więcej, Oliver Uschmann znalazł sposób by połączyć skrajnie różne pasje swoich bohaterów oferując im wspólny cel. Można powiedzieć, że autor dokonał niemożliwego, gdyż wyciągnął z domu maniaka gier, zmusił do zabawy dumnego piłkarza i zaoferował im mózgowca w postaci okropnego kłamczucha i znakomitego obserwatora. Wybuchowa mieszanka charakterów, wielkie ambicje i świetna zabawa. Ot, coś mniej wymagającego niż LARP (live action role-playing game), ale równie fascynującego. Nie sposób uwierzyć, jak wiele atrakcji może przynieść jeden dzień i jak różnorodne mogą okazać się przeszkody, jakie należy pokonać by dojść do celu. Przy tej książce naprawdę nie można się nudzić!

Szczerze mówiąc, czytając tę powieść sama zapragnęłam zebrać małą ekipę znajomych, z którą mogłabym wykonywać przeróżne, często absurdalne, questy, a tym samym ograniczyć czas, który spędzam w domu. Jakże żałuję, że nie jestem młodsza! Świat stałby wtedy przede mną otworem, a słowo „niemożliwe” w ogóle by nie istniało. Finn nieokiełznany ma działanie pobudzające lepsze niż kawa, czy guarana! Poza tym, powieść jest także sposobem na dobry dzień i wspaniały humor. Mimo widocznej powagi, wiele komentarzy, jakimi raczą siebie nawzajem chłopcy, zwala z nóg i sprawia, że nie sposób powstrzymać śmiechu. Są obłędni.

To jednak nie wszystko. Uschmann w naprawdę mistrzowski sposób tłumaczy niemal każdą dziedzinę życia z różnych punktów widzenia. Stara się „ugryźć” naszą codzienność za pomocą racjonalnych argumentów oraz dwóch największych pasji młodych chłopców: porównań z piłką nożną i grami komputerowymi. Tym samym, jest w stanie dotrzeć do młodzieży, zmotywować ją, tchnąc w nią trochę nowej siły, ambicji. Wierzcie mi, to działa! Ja nie zaliczam się już w prawdzie do młodzieży, ale zabieg zastosowany przez autora sprawdził się na mnie w stu procentach.

Pozwolę sobie skomentować także samych bohaterów, którzy towarzyszą nam podczas niezapomnianej przygody biegu na przełaj. Nie oszukujmy się, są naprawdę trafieni! Osobiście identyfikuję się z Flo, jako że zarówno jego pasje, jak i budowa ciała wydają się odwzorowaniem mnie. A jego przygoda z pająkiem? Zupełnie jakbym widziała siebie sprzed lat, kiedy weszłam w krzaki szukać dzikich leśnych owoców. Nie mniej jednak, także Finn i Lucas są bohaterami prawdopodobnymi i nie trudno odnaleźć w pamięci znajomych, którzy idealnie pasowaliby do profili tej dwójki. Naturalnie, Finn nieokiełznany jest powieścią, w której muszą pojawiać się elementy nierealne i najlepiej widocznym jest chyba umiejętność „wciskania kitu”, jaką widzimy u Finna. A może naprawdę istnieje ktoś, kto potrafi kłamać w taki sposób? Ja na pewno chciałabym posiadać taki dar kłamania!

Podsumowując, Oliver Uschmann wie jak stworzyć książkę, którą będzie się czytać z rozkoszą i która wciągnie nas bez reszty w świat przedstawiony. Różnorodne, barwne, zabawne postaci + przyjaźń łącząca chłopców + dziecięca beztroska + szalone pomysły + niebywała odwaga + interesująca fabuła z odrobiną poważnych problemów = Finn nieokiełznany – niezapomniana zabawa! Ja jestem ciekawa, co jeszcze mają nam do pokazania, a Wy?

poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Zapowiedź: Silver - Asia Greenhorn





Tytuł: Silver
Autor: Asia Greenhorn
Wydawca: Dreams





Winter Starr to bohaterka, którą można określić mianem gotki, a ten właśnie styl podziwiam u dziewczyn. To ideał, który z wielu powodów jest dla mnie nieosiągalny. Otoczona przystojnymi młodymi mężczyznami i zamknięta w ramionach przeznaczenia musi odrzucić wątpliwości, które zawsze pojawiają się w ludziach by spojrzeć prosto w oczy przeciwnościom losu. Czy jej miłość naprawdę jest wystarczająco silna by zaryzykować? Jakie będą konsekwencje podejmowanych przez bohaterkę wyborów? Jakie jeszcze tajemnice skrywa ludzka dusza i świat stworzony przez autorkę?

Znajoma na studiach określiła mnie mianem „Królowej Śniegu”, co ma związek z moim nastawieniem do tematyki miłości i uczuć. Winter – tom poprzedzający Silver – naprawdę musi mieć w sobie to „coś”, skoro osoba mojego pokroju nie tylko tę książkę przeczytała, ale też otwarcie deklaruje, iż z rozkoszą sięgnie po kolejny tom! I oto jest! Tom drugi i znajduje się zaledwie na wyciągnięcie ręki!

Ta książka zasługuje na komentarz, nie sądzicie?!

Link do recenzji poprzedniego tomu: Winter

Opis:
Winter nie może uwolnić się od demonów przeszłości, dręczy ją świadomość, że walczą w niej dwie natury: ludzka i wampirza. W żyłach dziewczyny płynie krew dwóch ras, dająca moc, która może okazać się zabójcza. Istnienie młodej Starr nie jest już tajemnicą, co jeszcze bardziej osłabia kruchy Pakt. Londyn zalewa fala przemocy. Prawda o sekretnym świecie wampirów może wyjść na jaw, a to miałoby katastrofalne skutki. Aby chronić swoich bliskich, Winter musi opuścić Cae Mefus i stawić czoło podszeptom Pragnienia, które zatruwają jej umysł. Niestety, może być już za późno, by uratować Rhysa. Ofiarowując mu nieśmiertelność, dziewczyna jednocześnie wydała na niego okrutny wyrok.

Dopóki on żyje, każdy, kogo kochasz lub chociaż przelotnie znasz, będzie w niebezpieczeństwie. Teraz powiedz, czy go zabijesz?



sobota, 27 kwietnia 2013

Lalkarz. Odrzucenie - Katarzyna Lisowska



Tytuł: Lalkarz. Odrzucenie
Autor: Katarzyna Lisowska
Wydawca: Kotori
Ilość stron: 346
Ocena: 6/6





Za każdym razem, kiedy Wydawnictwo Kotori wypuszcza na rynek nowy tytuł miękną mi kolana, a serce bije zdecydowanie szybciej. Tym razem w moje ręce trafiło kolejne dzieło sztuki, które, jak wyborne wino, cieszy wszystkie zmysły. Lalkarz. Odrzucenie kusi, bowiem czytelnika naprawdę hipnotyzującą grafiką Aleksandry Zapotocznej, obiecującą liczbą stron oraz wyjątkową historią Katarzyny „Eo” Lisowskiej. Panie, Panowie, polska fantastyka właśnie znalazła godnego reprezentanta! To, co oferuje swoim czytelnikom autorka jest po prostu niesamowite i uzależniające. Powieść łączy w sobie najlepsze cechy gatunku, zawiera nutę czegoś nowego, zaś pikanterii dodaje wątek yaoi. Ja jestem po prostu zachwycona!

Reza to dziecko zrodzone z nietypowego połączenia ludzkiej kobiety oraz samca reptilianów – Lordów Wody. Chociaż młody mieszaniec posiada cechy obu gatunków to jednak jego aparycja zbliżona jest przede wszystkim do pradawnych, potężnych istot zamieszkujących lasy. Chłopak wychowuje się pod czujnym okiem wiedźmowatej znachorki, która zastępuje mu całą rodzinę i na swój sposób troszczy się o swojego podopiecznego. Niestety, kobieta starzeje się jak każdy normalny człowiek, co ostatecznie zmusza Rezę do opuszczenia bezpiecznego domu i wyruszania w podróż mającą na celu zdobycie ziół niezbędnych do utrzymania staruszki przy życiu. Teoretycznie przedsięwzięcie to powinno się udać i zająć zaledwie kilka dni, lecz w praktyce wszystko poszło nie tak. Dzika część natury mieszańca poznała, czym jest wolność, zasmakowała w niej, zaś skutki tego okazały się opłakane.

W tym samym czasie Lord Ognia, Behaar ma swoje własne problemy, z którymi musi sobie radzić. Nad ifrytem ciąży, bowiem groźba dotkliwej kary za spółkowanie z kobietą Pierwszego, najważniejszej osobistości pośród Lordów Ognia, zaś samice należące do jego rasy są uprowadzane jedna po drugiej. Sytuacja komplikuje się z każdą chwilą i nic nie zapowiada szybkiej poprawy.

Tylko w przypadku Czarnego Dżina – Sagi – wszystko zdaje się układać całkiem dobrze. Jego armia marionetek rośnie, a on znalazł doskonały sposób by przejąć kontrolę nad innymi Lordami Ziemi. Niczym wielki pająk tka swoją sieć intryg wykorzystując każdy rodzaj przewagi nad przeciwnikiem. Czy naprawdę zdoła zrealizować swój plan? Czy zdobędzie wszystkie niezbędne pionki by pokierować nimi według swoich upodobań? Przekonamy się.

Już na samym początku powieści, Lalkarz. Odrzucenie charakteryzuje się naprawdę znakomitym stylem autorki oraz niebanalnym doborem bohaterów. Od pierwszych stron zostajemy wciągnięci do niezwykle intrygującego świata, który otacza nas ciasnym kokonem i nie pozwala na jego opuszczenie. Zahipnotyzowani starannie tworzonym uniwersum stajemy się od niego zależni, a ciekawość rośnie z każdą przeczytaną stroną. Katarzyna Lisowska stworzyła całą mitologię oraz historię swojego świata, powoli zapoznając czytelników z wydarzeniami, jakie miały miejsce w przeszłości, prezentując podstawowe filary, na których opiera się stworzona przez nią historia. Tu wszystko ma swoje miejsce, swój sens i wewnętrzną magię, która przenika karty powieści oddziałując na czytelnika. Co więcej, powieść jest niezwykle barwna i toczy się na wielu płaszczyznach, a każdy wątek jest nierozerwalnie związany z główną fabułą, dzięki czemu akcja staje się jeszcze ciekawsza, zaś rozwinięcie intrygi niełatwe do przewidzenia.

Równie istotnym elementem powieści są bohaterowie, których w Lalkarzu nie brakuje. Autorka tworzy ich bardzo starannie, dopieszcza, nadaje im głębi i charakteru. Każdy z nich zapada w pamięć, jak również jest w stanie dotrzeć do serca czytelnika. Nie ważne czy chodzi o naiwnego i na swój sposób niewinnego Rezę, czy o spaczonego intryganta, jakim jest Saga. Nawet postaci poboczne mają w sobie coś elektryzującego, co nie pozwala przejść obok obojętnie. Albowiem każdy pojawiający się w powieści bohater posiada duszę, którą można wyczuć podczas lektury, każdym kierują jakieś idee, uczucia, marzenia. Oni po prostu żyją.

Co więcej, autorka w bardzo rozległy sposób ukazuje mnogość uczuć potrafiących wypełniać żywą istotę. Miłość, żądza, zapomnienie, nienawiść, niepewność, strach… Chyba nie ma emocji, której nie moglibyśmy odnaleźć na kartach tej powieści. One unoszą się w powietrzu, kryją w ciemnych zakamarkach duszy, przychodzą i odchodzą, są w nieustannym ruchu niczym cząsteczki powietrza. To także one sprawiają, iż nie sposób odgadnąć, co czeka nas na samym końcu powieści, nie wspominając o kolejnym tomie.

W książce nie zabrakło także wewnętrznych konfliktów, które zdają się targać większością bohaterów. Czytelnik widzi nieustannie toczącą się wojnę między gwałtownością złych intencji, a delikatnością wypływającą z uczuciowości. Zew natury przyzywa krwiożerczą bestię drzemiącą gdzieś wewnątrz Rezy, a gdy ona się budzi ludzki pierwiastek chłopaka zostaje zamknięty gdzieś głęboko w jego podświadomości. Spaczone usposobienie Sagi dominuje nad sentymentami kryjącymi się w przeszłości, w dawnej miłości, a jednak między nim, a jego jeleniem istnieje swoisty rodzaj ciepłej, czystej przyjaźni. W przypadku Corta z jednej strony rozsądek i pożądanie toczą bezustanną walkę, zaś z drugiej pojawia się konflikt między chęcią odpokutowania dawnych przewin za wszelką cenę, a zwyczajnym człowieczeństwem i zdrowym rozsądkiem.

I w końcu, najistotniejsze chyba zagadnienie, jakie nasuwa się w przypadku tej powieści: W którym miejscu kończy się domena natury, a zaczyna spaczenie? Czy doszło do niego, gdy Ślepiec stworzył ludzi? A może to krzyżowanie się ras stanowi zachwianie równowagi? Czy wszelkie formy inności są sprzeczne z naturą? Pytania, pytania, pytania…

Reasumując, Lalkarz. Odrzucenie to książka fenomenalna, która naprawdę zasługuje na uznanie. Ja dla tej powieści straciłam głowę i z niecierpliwością wyczekuję kolejnego tomu. Nie oszukujmy się, Katarzyna Lisowska wykazała się nie lada umiejętnościami skoro zdołała owinąć sobie czytelnika wokół palca. Jej dziełu niczego nie brakuje, jest kompletne i naprawdę profesjonalne, a co najważniejsze, posiada „to coś”, którego zazwyczaj poszukuje się w książkach.

Eo, dla mnie jesteś królową polskiego fantasy!

środa, 24 kwietnia 2013

Wtedy lecę wysoko - Hilary Freeman



Tytuł: Wtedy lecę wysoko
Autor: Hilary Freeman
Wydawca: Akapit Press
Ilość stron: 232
Ocena: 4/6





Ruby Collins to przeciętna nastolatka, która nie chce się wybijać, a skrycie marzy o wielkiej karierze, sławie i uznaniu innych osób. W gruncie rzeczy, dziewczynie niczego nie brakuje, jako że jej rodzice rozwiedli się i teraz mieszka z matką, zaś ojciec nie szczędzi pieniędzy by jego córeczka miała wszystko, czego tylko zapragnie. Mimo wszystko, dziewczynie brakuje bliskości rodziców i domowego ciepła. To właśnie brak uwagi innych ludzi zmusza ją do pierwszej kradzieży sklepowej, ta zaś pociąga za sobą wszystkie inne. Swoje wyczyny Ruby opisuje na blogu założonym przez kolegę z sąsiedztwa imieniem Noe, który od pewnego czasu kocha się w nastolatce – swojej towarzyszce zabaw z dzieciństwa. Chociaż między dwójką młodych ludzi od dawna nie było nic poza zdawkowymi formułkami grzecznościowymi, teraz na nowo poznają się, zaprzyjaźniają. Noe jako jedyny wie o kradzieżach i dokłada wszelkich starań by pomóc Ruby z jej problemami, a te mnożą się z powodu ogromnych ambicji, jakie drzemią w dziewczynie.
Wtedy lecę wysoko to książka podzielona niejako na dwie części – historię Ruby opowiadaną przez trzecioosobowego narratora oraz fragmenty bloga, który pisze dziewczyna. Dodatkowo wzbogacona została drobnym rozdziałem poświęconym Noemu, jego uczuciom, myślom i upodobaniom. Całość komponuje się w naprawdę zgrabną powieść poświęconą wielu istotnym tematom, jak chociażby nękające społeczeństwo kradzieże sklepowe, które wydają się chorobą współczesności, która dotyka przede wszystkim młodzież. Jaki może być tego powód? Jak pokazuje Hilary Freeman, może być ich wiele. Nie od dziś wiemy, jak wiele potrzebują młodzi ludzie, jak ogromny mają apetyt na rzeczy piękne, drobne, pozornie niezbędne im do szczęścia, co więcej, kieszonkowe nierzadko nie wystarcza na spełnienie wszystkich pragnień, a ceny nieustannie rosną, co ostatecznie zmusza młodzież do podjęcia środków ostatecznych. Innymi powodami, które, z takich czy innych przyczyn, znajdują swoje ujście w kradzieżach, mogą być problemy, brak zainteresowania ze strony rodziców, chęć udowodnienia czegoś światu, a nawet moda.
 Książka Hilary Freeman porusza również tematykę poszukiwania samego siebie oraz różnorodności uczuć. Główna bohaterka nie jest w stanie poradzić sobie z sytuacją rodzinną, która w pewnym stopniu ma na nią wielki wpływ, szuka sposobu by ulżyć dręczącym ją demonom, zaś z czasem wpada w nałóg, który zżera ją od środka. Co więcej, jej ambicje dają o sobie znać sprawiając, iż przestaje myśleć racjonalnie, za wszelką cenę chce się wybić, zdobyć sławę. Ruby usiłuje również dopasować się do otaczających ją przyjaciół ukrywając wstydliwy związek, swoje prawdziwe myśli, chcąc za wszelką cenę być taką jak inni, a przecież jednocześnie czuje swoją odmienność. Książka pokazuje także poświęcenie, jakim potrafi wykazać się drugi człowiek w imię miłości, jak ślepe może być to piękne, podniosłe uczucie, ile można dla niego poświęcić. Naturalnie, nie obejdzie się bez ludzi pustych, pozbawionych głębi i zwykłej ludzkiej wrażliwości, którzy stanowią kontrast dla głównej bohaterki i jej naprawdę uroczego przyjaciela.
O samej historii niewiele można powiedzieć, jako że z jednej strony stanowi całkiem przyjemną, w pewnym stopniu pouczającą lekturę, zaś z drugiej jest nazbyt nieprawdopodobna. Zwykła dziewczyna staje się sławna z powodu bloga o kradzieżach sklepowych, wokół jej osoby narasta medialny szum, ludzie chcą poznać jej tożsamość, policja apeluje o ujawnienie się… Nie mniej jednak, naprawdę mocną stroną powieści jest postać Noego i jego szczere, niewinne uczucie, które rozczula. Oczywiście, jego umiejętności informatyczne mogą wydawać się przerysowane, ale cała reszta jest dopracowana i przyjemnie podana. Największy problem stanowić może Ruby, gdyż jest jednocześnie całkiem znośna i wręcz irytująca na końcu książki, ze względu na jej fanatyczną chęć udowodnienia swojej wartości, pokazania światu swojego drugiego „ja” – Robinii Hood.
Podsumowując, Wtedy lecę wysoko to książka całkiem przyjemna, ciekawa, chociaż daleka od perfekcji. Nie przestrzega przed kradzieżami, ale i do nich specjalnie nie zachęca, a jedynie tworzy iluzję bezkarności. Czy dobrze to świadczy o tej książce, każdy powinien ocenić sam. Muszę za to wspomnieć, iż najbardziej interesującym wątkiem, jest uczucie między dwójką bohaterów i dla tej odrobiny uczucia warto sięgnąć po tę pozycję. Kto wie, może autorka zdoła Was zaskoczyć, a Wasze zdanie będzie zgoła odmienne od mojego? Przekonajcie się!

poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Zatruty Tron - Celine Kiernan



Tytuł: Zatruty Tron
Autor: Celine Kiernan
Wydawca: Wydawnictwo Dolnośląskie
Ilość stron: 424
Ocena: 5/6





Po kilku latach spędzonych poza domem Wynter Moorehawke wraz z ojcem wracają w rodzinne strony, gdzie jeszcze niedawno wiedli szczęśliwe i beztroskie życie u boku królewskiej rodziny. Jej ojca, noszącego tytuł Obrońcy Tronu, oraz króla Jonathona od zawsze łączyła szczera przyjaźń toteż dziewczyna i jej ojciec z niemałym zdziwieniem przyjmują nagłe ochłodzenie się stosunków między dwójką mężczyzn. To niestety nie jedyne zmiany, jakie zaszły w kraju. Koty, którymi w dzieciństwie opiekowała się Wynter zniknęły, a pozostałe nie odzywają się do niej ani słowem. Nawet duchy zachowują się inaczej niż powinny, zaś ludzie ignorują ich obecność ze strachem rozglądając się w około. Niebezpieczna machina zmian politycznych dopiero się rozkręca. Razi, królewski syn z nieprawego łoża, tłumaczy dziewczynie jak wiele zmieniło się podczas kilkuletniej nieobecności Moorehawke’ów. Król okazał się tyranem skazującym koty na zagładę, katującym ludzi za jakikolwiek kontakt z duchami, zaś prawowity następca tronu nie tylko wyjechał, ale także stał się tematem tabu. Bardzo szybko sytuacja nabiera jeszcze ciemniejszych barw, gdy królewski bękart zostaje zmuszony do zajęcia miejsca swojego przyrodniego brata, zaś ten oficjalnie przestaje być uznawany za następcę tronu. Od teraz Razi znajduje się w ciągłym niebezpieczeństwie, zaś lud obwinia go za wszystkie zmiany, jakie zaszły w królestwie. Czy w takiej sytuacji może być jeszcze gorzej? Okazuje się, że jak najbardziej!
Współczesna fantastyka bardzo często opiera się na całkowicie wymyślonym uniwersum, które podlega tylko i wyłącznie autorowi. Celine Kiernan poszła zupełnie inną drogą, którą bardzo trudno ocenić, jako że nie często możemy się z tym spotkać. A mianowicie, autorka prezentuje czytelnikom bardzo ciekawy świat złożony ze średniowiecznego, znanego nam świata realnego oraz jego fantastycznych, wymyślonych przekształceń. Wypada wspomnieć, iż w ogarnięciu tego wszystkiego pomaga nam mapka zamieszczona na wewnętrznej stronie okładki, która jest doprawy niezastąpiona. Tak oto znajdujemy się na terenie Europy, na terytorium Francji, zaś otaczające nas królestwa przypominają układ państw, który dobrze znamy z lekcji geografii. Ten zabieg bez wątpienia stanowi część dobrze przemyślanego planu, jako że oszczędza czytelnikowi nazbyt długich opisów stosunków międzynarodowych, napięć między krajami, czy też opisów ludów zamieszkujących inne terytoria. Ułatwia to również zrozumienie zastrzeżeń prostej ludności, która odczuwa niechęć do Raziego, którego matka była arabką i który nie jest chrześcijaninem. Do tego dochodzi jednak element fantastyczny, jak rozmowy z kotami, czy kontakty z wszechobecnymi duchami. Rządzony przez Jonathona kraj okazuje się, bowiem ostatnim w Europie, w którym można zaobserwować podobne praktyki.
Fabuła pierwszego tomu Trylogii Moorehawke opiera się w głównej mierze na intrygach politycznych i poruszeniu panującym na zamku, gdzie rozgrywają się wydarzenia. Czytelnik dostaje się do wnętrza twierdzy wraz z Wynter, gdzie poznaje jej wspomnienia, dowiaduje się o wszystkich zmianach, jakie zaszły w królestwie w przeciągu tych kilku lat, jakie czeladniczka cieśli spędziła w innym miejscu, odbiorca towarzyszy jej podczas długich, trudnych dni, kiedy to dziewczyna musi przyzwyczaić się do nowego życia, opiekować się chorym ojcem. Razem z dziewczyną poznajemy bezlitosną rzeczywistość arystokratycznego życia i żołnierskiego obowiązku, upadamy pod naporem przeważającej siły autorytetu, szukamy sposobu by wydostać się z matni, jaką stanowi ten zamknięty świat ludzi u władzy. Tam nie ma miejsca na sentymenty, żale i smutki. Przetrwa tylko najsilniejszy i najbardziej przebiegły. Ten, który jest w stanie zdzierżyć ból i odważy się przeciwstawić monarchii.
Nie mniej jednak, w książce nie zabraknie także motywu miłości, która rodzi się od podstaw wypływając z uprzedzeń i wzajemnej niechęci. Zarówno uczucia romantyczne, jak i ojcowsko-synowskie są wynikiem długiej drogi emocjonalnej poprzez przyjaźń i uzależnienie od innej osoby, potrzebę posiadania kogoś bliskiego. Co więcej, widzimy tu także ogrom niebezpieczeństwa, jakie wypływa z ludzkiego przywiązania do innych. Szlachetne uczucia mogą zostać wykorzystane przeciwko niektórym osobom, a nawet pomóc zniszczyć tego, który ma nazbyt czułe serce. Na naszych oczach braterska miłość zostaje skażona niepewnością, wahaniem, nienawiścią, a jednocześnie tworzą się zupełnie inne więzi, których nie sposób rozerwać. W sferze uczuciowej Zatruty Tron stanowi więc lekturę na wysokim poziomie, która splata ze sobą dobro i zło zacierając granice między tymi dwoma pojęciami, przez co dokonywane przez bohaterów wybory są jeszcze trudniejsze.
W końcu dochodzimy do tematu postaci, którymi Celine Kiernan wypełniła swoją powieść. Autorka zdołała ukazać zacofanie panujące wśród europejczyków dotyczące relacji międzyludzkich, różnic w wyznaniu, kolorze skóry, czy odmiennym zdaniu na pewne tematy. Odmalowała także ogrom nienawiści ukrytej w ludziach, nieuświadomionych niechęci, wad, których dotąd się nie zauważało. Jednocześnie wydobyła z ludzkich serc to, co dobre i to, co godne pożałowania. Jej bohaterowie są dzięki temu realniejsi i dlatego też trudniejsi do zaakceptowania. Nie są jednolicie czarni, bądź biali i co sprawia, iż można ich charakteryzować w nieskończoność. Nawet główna bohaterka okazuje się posiadać zamknięty umysł, który każe jej odczuwać niechęć do praktyk potępianych w jej środowisku. Tym samym nie jest postacią idealną, wyjętą z baśni i osadzoną w bezwzględnym świecie, ale kimś, kto całym sobą oddaje dwojaką naturę rzeczywistości.
Mając na uwadze powyższe stwierdzam, iż Zatruty Tron to książka, którą naprawdę warto przeczytać, jako że zestawia ze sobą wiele trudnych tematów, które nierozerwalnie łączą się z fantastyką osadzoną w średniowiecznym klimacie. To także swoista rozprawa na temat ludzkiej zmienności i demonów, które w nas drzemią. „W tej sytuacji, kogo powinienem poświęcić?” – Oto pytanie, jakie zadają sobie bohaterowie tej powieści.

sobota, 20 kwietnia 2013

Królowa Potępionych - Anne Rice



Tytuł: Królowa Potępionych
Autor: Anne Rice
Wydawca: Rebis
Ilość stron: 579
Ocena: 4/6





Jakże by inaczej, dumny i pewny siebie Lestat zdołał dokonać tego, co przed nim nie udało się nikomu. Swoim śpiewem obudził śpiącą od tysiącleci matkę wampirów, piękną, zniewalającą i potężną Akaszę, która kosztem swojego męża, Enkila oraz opiekuna, Mariusa wraca do życia. Bezlitosna królowa jest kluczem do istnienia wampirów, jej przeszłość jest przeszłością całej rasy, popełnione przed wiekami błędy odbijają się na tych, którzy stali się dziećmi ciemności. W jaki sposób narodził się pierwszy wampir? Co napędza cały ten mechanizm pragnienia i zaspokajania go? Po wiekach niepewności Lestat de Lioncourt w końcu poznaje tajemnicę kryjącą się za swoim istnieniem. To jednak nie wszystko, czego uczy go to doświadczenie. Albowiem jego ukochana Akasza za nic ma istnienie swoich krwiożerczych dzieci, które mnożą się i rozchodzą po całym świecie. Dla niej liczą się tylko najsilniejsi, tylko ci, których chce widzieć u swego boku, zaś do tej elitarnej grupy zalicza się właśnie Lestat. To jego Akasza pragnie uczynić swoim marionetkowym królem, zawsze gotowym spełniać jej polecenia, zawsze pełnym uwielbienia. By doświadczyć tego wątpliwego zaszczytu nasz dzielny bohater o przerośniętym ego jest zmuszony wybierać między matką wampirów, a swoimi przyjaciółmi. Co więcej, ambitny i szalony plan Akaszy względem świata ludzi okazuje się nie należeć do idealnych, zaś jego powodzenie zależeć będzie od naprawdę wielu czynników. Czy despotycznej królowej uda się doprowadzić do zagłady świata? Czy uczyni go swoim królestwem?
Królową Potępionych można podzielić na dwie części. Jedną, rozgrywającą się w czasach nam współczesnych oraz drugą, opowiadającą o przeszłości bohaterów. Tym samym jedna część okazuje się lepsza od drugiej. Nie będę nikogo oszukiwać, ten tom serii uważam za jeden z gorszych, a to za sprawą nazbyt wyidealizowanego Lestata i jego ogromnego wpływu na niespecjalnie interesującą Akaszę. O ile podobały mi się opowieści o samych początkach wampirów oraz krótki przegląd historii świata, o tyle zupełnie nie odnajduję się w świecie realnym, jaki prezentuje nam autorka. Interesująca, barwna przeszłość została stworzona bardzo starannie, z dbałością o szczegóły, co sprawia, iż tę część czyta się z nieskrywanym zainteresowaniem. Inaczej ma się sprawa z zionącą nudą współczesnością i naprawdę nazbyt wyidealizowanym głównym bohaterem, który zdaje się swoistym wybawcą wszechświata.
Jeśli chodzi o innych bohaterów to przyznam, iż autorka ma niebywały talent do ich tworzenia lecz tym razem poległa na postaci Akaszy, której zwyczajnie nie lubię. Wydaje mi się, że tytułowa Królowa Potępionych jest zwyczajnie przebarwiona, przesadnie upiększona i pozbawiona jakichkolwiek zalet. Poza niewątpliwą urodą nie może poszczycić się niczym więcej. O ile do Lestata i jego ego można się przyzwyczaić i posiada to pewien urok, o tyle nie sposób przekonać się do Akaszy. A przynajmniej ja nie zdołałam i wątpię by kiedykolwiek mi się to udało.
Nie mniej jednak, pokornie chylę czoła przed Anne Rice i jej pomysłowym uzasadnieniem istnienia wampirów, ukazaniem ich narodzin i wyjaśnieniem wszelkich ułomności. W przeciwieństwie do wielu współczesnych pisarek Anne Rice tworzy całą mitologię wampiryzmu, jej świat posiada sens, którego brakuje innym tytułom. Tutaj wszystko jest przemyślane, nie wzięło się z niczego, wampiry mają swoje ograniczenia, są tworzone według wzorca, którego nie można pominąć, ich siła rośnie w miarę przeżywanych lat. Co więcej, nie brak tu dramatyzmu i przelanej krwi. To nie romans, czy głupia komedyjka, ale prawdziwe dzieło sztuki. Mogę nie przepadać za tym tomem, ale nie mogę nie docenić wartości tej książki, jako że na tle całych Kronik Wampirów wszystkie inne powieści o krwiopijcach wypadają naprawdę blado.
Z resztą, myślę, że nie można oceniać tematu wampiryzmu w literaturze nie znając tej wyjątkowej sagi. Anne Rice wprowadziła, bowiem do swojej powieści coś, czego ze świecą szukać u innych autorów, a jej warsztat pisarski zachęca do zagłębiania się w tworzone przez nią pozycje. Czy w takiej sytuacji polecam Królową Potępionych? Zdecydowanie, jako że każdy może mieć na temat tej książki swoje własne zdanie, zaś nic nie zastąpi nam lektury powieści, która została naprawdę starannie przemyślana i która naprawdę ma sens.

czwartek, 18 kwietnia 2013

Pandora Hearts vol. 2 - Jun Mochizuki



Tytuł: Pandora Hearts vol. 2
Autor: Jun Mochizuki
Wydawca: Waneko
Ilość stron: 182
Ocena: 6/6



 
Zupełnie szalony świat Alicji w Krainie Czarów i wyobraźni Jun Mochizuki wita czytelników po raz drugi i nie ostatni. Akcja nabiera tempa, zagrożenie przybiera wiele kształtów i staje się poważniejsze, bohaterowie pozwalają by poznano ich bliżej, zagadki zostają rozwiązane by pojawiały się nowe, jeszcze bardziej zagmatwane, jeszcze bardziej nieprzeniknione. Napięta atmosfera wręcz wypełnia powietrze, zaś żywiołowy Oz robi, co może by rozładować napięcie, pozwolić na swobodny oddech sobie i innym. Proszę Państwa, bramy Pandora Hearts 2 stoją przed nami otworem!
Przy okazji odwiedzin w posiadłości, gdzie zaczęła się cała przygoda z Otchłanią, Oz Vessalius otrzymuje swoje pierwsze zadanie. Polegać ma ono na powstrzymaniu nielegalnego kontrahenta, który zabija ludzi chcąc zyskać siłę pozwalającą na zmienienie przeszłości – tym przynajmniej kuszą Łańcuchy. Oz, Alice oraz Raven są świadkami tego, co dzieje się z osobą, która podpisała nielegalny kontrakt, a której czas dobiegł końca. W tym wypadku, Otchłań upomniała się o małą dziewczynkę, co w pewnym stopniu wstrząsnęło Ozem. Czy ten sam los czeka i jego? Niestety, na tym problemy młodego Vessaliusa się nie kończą. Przybywając do posiadłości zastaje ją w okropnym stanie, co szokuje go nie mniej niż obecność zakapturzonej postaci odpowiedzialnej za nieprzyjemności, jakie spotkały chłopaka na początku jego drogi. Zagadka nie zostanie rozwiązana, ale na pewno udzielone zostaną odpowiedzi na niektóre pytania. Co takiego ukrywa Raven? Jaką wartość posiada Oz? Nie mniej jednak, masa innych pytań nasunie się jeszcze nie raz, by czekać na swoje wyjaśnienie.
Jun Mochizuki kolejny raz pozwala nam zapomnieć się i osunąć w stworzoną przez siebie rzeczywistość budowaną na zagadkach, poważnych tematach, pozornej beztrosce, humorze i starannej kresce. Mangaka zdołała spleść ze sobą przeciwstawne emocje, zaś kontrast ten w naprawdę zgrabny sposób tworzy jedną całość. Czytelnik uważnie śledzi wydarzenia, które przyspieszają bicie serca, wzruszają, czy smucą, zaś już w następnej chwili uśmiecha się i przewraca oczyma rozbawiony przez głównego bohatera, którego uczuć nie sposób przeniknąć.
Prawdę mówiąc mam wrażenie, iż w przypadku mangi Pandora Hearts, a przyszło mi to do głowy właśnie podczas lektury drugiego tomu, wnętrze postaci ujawnia się nie w słowach, ale w kresce, która nierzadko oddaje więcej emocji niżby bohater sobie życzył. Pojedyncze kadry zmuszają do dokładnego analizowania każdej kreseczki, gdyż już za chwilę wszystko zniknie, a niepewność, czy strach zastąpi uśmiech. I tak oto, w przypadku Oza beztroska stanowi maskę zakładaną na jego wnętrze, myśli, uczucia, które zdają się mroczne, pełne niepewności. Raven stara się uchodzić za chłodnego, podczas gdy w rzeczywistości widać w nim wewnętrzne piękno, delikatność, miłość. Najwięcej problemów sprawić może rozszyfrowanie Breaka, jako że w dalszym ciągu wiemy o nim zbyt mało, by stał się w jakimkolwiek stopniu transparentny. Czy moja mała teoria się potwierdzi? Przekonamy się przy okazji kolejnych tomów.
Wracając ponownie do tematu fabuły bezwątpienia możemy stwierdzić, iż jest ona zagmatwana, ale niesłychanie interesująca, wzruszająca i posiada głębię, które nie rzadko brakuje wielu tytułom. Wydarzeń tej mangi nie można przewidzieć, jako że tworzona kawałek po kawałku zaskakuje i zwodzi. Niezaprzeczalnie jednak posiada pewne piękno, które widać chociażby w relacji między Ozem, a Gilbertem. To, co łączy te dwie postaci jest naprawdę niesamowite i ciężkie do zdefiniowania, jako że wykracza poza zwykłą relację służący/pan, przybiera postać braterskiej miłości, przyjaźni. Nic dziwnego, iż ta dwójka zdobyła naprawdę szczególne miejsce w moim sercu.
Podsumowując, Pandora Hearts to manga wyjątkowa niezależnie od tomu, jaki czytamy. Im dalej zagłębiamy się w ten świat tym wyraźniej dostrzegamy pewne rzeczy, tym bardziej otwarci jesteśmy na przekaz zawarty w tym tytule. Osobiście naprawdę go uwielbiam i uważam, iż jest to pozycja, która dociera do serca, wywołuje wiele emocji, zachwyca. Jestem naprawdę ciekawa, jak wiele uczuć przedstawi nam jeszcze autorka i w jaki sposób to zrobi, jako że niewątpliwie ma talent do pozytywnego gmatwania tego, co inni ukazują, jako proste.

wtorek, 16 kwietnia 2013

Kuroshitsuji vol. 5 - Yana Toboso



Tytuł: Kuroshitsuji vol. 5
Autor:Yana Toboso
Wydawca: Waneko
Ilość stron: 194
Ocena: -6/6





Krzywda została wyrządzona, wyzwanie zostało rzucone, zaś los nie był wyrozumiały w doborze sposobu walki. Sebastian musi pokonać prawdziwego hinduskiego mistrza w… kuchni! Albowiem gra toczy się o wysoką stawkę, o szczęście księcia Somy, zaś bronią ma być curry! Na tym etapie nie ma już odwrotu. Wspomagany przez księcia kamerdyner robi, co w jego mocy by opanować sztukę gotowania specjału rodem z Indii. Metodą prób i błędów Sebastian zapełnia coraz to nowsze garnki, tuczy służących i znającego się na rzeczy Somę, dobiera przyprawy, urozmaica dania, usiłuje stworzyć curry idealne, które zdoła zachwycić jury konkursu organizowanego przez samą królową Wiktorię. Czy jednak kamerdyner rodu Phantomhive zdoła prześcignąć ideał i wybić się ponad przeciętną? Czy oryginalny składnik i nietuzinkowa forma zdobędą uznanie koneserów?
W prawdzie rozpoczęta w poprzednim tomie azjatycka przygoda dobiega końca, ale jednak jeszcze w tej części magia Indii przenika strony mangi, które wypełnia wspaniały zapach przypraw i smak świeżo przygotowanego curry. Czytelnik bezsprzecznie obliże się niejednokrotnie i zamarzy o swojej własnej porcji wyśmienitej potrawy. Mało tego, dowie się co nieco na temat kuchni Indyjskiej, ułatwień wprowadzanych w Europie, jak również pozna małą tajemnicę czekolady. Jak widać, poza czystą rozrywką Kuroshitsuji niesie za sobą również odrobinę wiedzy.
Co się tyczy samej historii, jest ona w dalszym ciągu lekka i miejscami naprawdę zabawna. Bohaterowie nie starają się nawet zachowywać grobowej powagi, ale, niejako żyjąc własnym życiem, okazują się komiczni. Ogromny wpływ na sposób, w jaki ich postrzegamy mają ich wypowiedzi, stan emocjonalny, zachowanie. Tym razem mamy także okazję do kolejnego spotkania z wicehrabią Druitt, który chociaż niezwykle uroczy, to jednak jest wręcz skrajnie „dobijający”. Tego człowieka nie sposób zapomnieć. Także sama królowa Wiktoria, która we własnej osobie pojawia się na konkursie gastronomicznym, okazuje się osobą interesującą i zabawną. Takiej królowej ze świecą szukać!
Jeśli zaś chodzi o uczucia, których nie brakuje przy okazji czwartego tomiku Kuroshitsuji, to na pewno autorka raczy nas nimi poprzez postać otwartego na wszystkich Somy.  Chłopak niezaprzeczalnie tęskni za domem, czuje się zraniony przez osobę, której najbardziej ufał, zagubiony i bezradny. Na domiar złego otrzymuje kolejny bolesny cios, który tym razem zadaje mu kobieta, której tak zawzięcie i wytrwale szukał. Co więcej, również Agni pozwala sobie na okazanie uczuć, kiedy wstydzi się swoich wykroczeń, pragnie przyznać się do winy i otrzymać zasłużoną karę. To z pewnością sprawia, że manga nie jest wyłącznie lekką komedią, ale niesie ze sobą pewną głębię.
Podsumujmy tę krótką recenzję, Yana Toboso w dalszym ciągu dzielnie się spisuje tworząc swoją mangę misternie rozdział po rozdziale, zapełniając ją wspaniałymi rysunkami, interesującą fabułą, wyjątkowym klimatem – mrocznym przy okazji poważnych tematów i słonecznym, kiedy napięcie opada, a Kosiarze mają okazję wypocząć. Prawdę powiedziawszy, bardzo trudno oddać słowami całe piękno serii takiej jak Kuroshitsuji, jako że każdy czytelnik z pewnością doceni w tym tytule coś innego, zawiesi oko na innym szczególe.  Jest to, bowiem manga dla każdego i tak jak różni są ludzie, tak samo różnią się wątki, postaci, czy sam motyw przewodni.

niedziela, 14 kwietnia 2013

Pieśń Miecza - Bernard Cornwell



Tytuł: Pieśń Miecza
Autor: Bernerd Cornwell
Wydawca: Instytut Wydawniczy ERICA
Ilość stron: 528
Ocena: 5/6



Od wydarzeń opisanych w Panach Północy minęły cztery spokojne lata, podczas których Anglia nabierała sił po niedawnych zaciekłych wojnach między Sasami, a Duńczykami. Sytuacja kraju zdaje się stabilizować, jednakże nie na długo, jako że tym razem to Norwegowie zacierają ręce spoglądając łapczywie na ziemie Wessexu. Uhtred, szczęśliwy ojciec dwójki dzieci, zakochany do szaleństwa w swojej duńskiej żonie, przyjmuje w swoich progach Aethelwolda, bratanka króla Alfreda, który utrzymuje, iż zmarły wojownik powstały z grobu zdradził mu tajemnicę przyszłości, która wydaje się niezwykle barwna zarówno dla niego, jak i dla Uhtreda. Obaj mają, bowiem zostać królami na Angielskiej ziemi – świetlna wizja przyszłości i tylko głupiec uwierzyłby w podobne zapewnienia wypływające z ust „moczymordy”. Co może się jednak stać, jeśli tego samego objawienia na własnej skórze doświadczy dzielny wojownik? Niestety, los bywa przewrotny, a jego sploty nie łatwo zerwać, gdy złączą się z innymi ludźmi. I tak oto, rozbity między ambicją, a danym słowem Uhtred zostaje zobowiązany do zdobycia Londynu i oddania go w prezencie ślubnym swojemu znienawidzonemu kuzynowi, który ma szczęście poślubić ukochaną córkę Alfreda. Czy może być coś gorszego niż odwalanie brudnej roboty za niedoświadczonego, krnąbrnego i zadufanego w sobie krewnego? Jak widać nie tylko Uhtred potrafi zagrać nieprzyjaciołom na nosie.
Przygoda trwa, historia toczy się dalej, niebezpieczeństwa nie sposób zażegnać, a wrogowie nigdy nie śpią. Przy okazji czwartego spotkania z Uhtredem z Bebbanburga bezsprzecznie widzimy, jak wiele wydarzeń może nakładać się na siebie jednocześnie i tym samym sprawiać, że ludzkie życie przypomina wody wzburzonego morza, które rozbijają się o skały, niszczą, zabijają, nigdy nie są bezczynne. W Pieśni Miecza bez trudu odnajdujemy ruch fal istnienia, zestawienie potężnych, przeciwstawnych sił, potęgę ambicji i czyste szaleństwo, którym kieruje serce. Ta część to nie tylko akcja, walka i rozlew krwi, ale także mnogość uczuć, które wypełniają bohaterów. Wszystko to sprawia, iż czwarty tom Wojen Wikingów łączy w sobie wiele wątków, zaś wydzielone przez autora trzy części fabuły dokładnie nakreślają zmiany następujące w opowiadanej historii.
Za bardzo istotny uważam fakt, iż już na samym początku powieści mamy do czynienia z licznymi uczuciami. Narrator nie od razu pozwala porwać się przeszłości, ale zdradza wiele szczegółów dotyczących swojego aktualnego życia, niejednokrotnie powraca myślami do sobie współczesnej teraźniejszości, która kreśli nam żywszy obraz starości Uhtreda, rozbudza ciekawość, a także zdaje się pozwalać na rozładowanie emocji samemu narratorowi. Także w snutym starannie opowiadaniu dostrzegamy mnogość uczuć. Główny bohater niejednokrotnie wspomina o odczuwanym przez siebie strachu wywołanym bliskim porodem żony, o niepewności przed walką, o sympatii, bądź antypatii względem innych. Nie jest on jednak jedyną postacią, której kreację kreślą uczucia. Czytelnik ma do czynienia z całą paletą przeróżnych emocji, które dominują nad dotąd przeważającą mocą charakteru. To, co do tej pory było bezbarwne nagle może okazać się białe, bądź czarne, jako że autor odkrywa przed nami zmienność ludzkiego oblicza.
W Pieśni Miecza niezwykle widoczny jest również motyw miłości, który mogliśmy zaobserwować już przy okazji poprzedniego tomu. Tym razem jest ona rozwiniętym, głębokim uczuciem, które łączy ludzi, zamienia świat w raj, oplata człowieka ciasnym kokonem słodyczy. Czytelnik zostaje wciągnięty przez bezkresny wir czułości kochanków, roztaczanej przez mężczyznę opieki, ale także natrafia na chorobliwą zazdrość, nad którą nie sposób zapanować, na tragedię i ból, które nieodłącznie towarzyszą prawdziwym, gorącym uczuciom. Wszystko to składa się na rozległy wachlarz miłosnych odcieni, który można analizować pod dowolnym kątem. Bernard Cornwell z prawdziwym wyczuciem pokierował wątkiem, który chwyta za serce, koi, złości, czy zasmuca. Czytelnik naprawdę czuje to, co czyta.
Emocje i miłość to jednak nie wszystko, z czym mamy do czynienia podczas lektury Pieśni Miecza, albowiem nadal towarzyszy nam wszechobecna epicka historia grabieżczych najazdów, walki w obronie swojego terytorium, poddawania się losowi i próby zajrzenia w przyszłość. Dane słowo przeciwstawione zostaje ogromnej ambicji, kłamstwa – prawdzie; religijne nakazy – zdrowemu rozsądkowi. Powieść niezmiennie pozostaje tytułem prezentującym historyczne wydarzenia w świetle niezwykle barwnym, zaostrzonym w mniejszym, bądź większym stopniu fikcją literacką. Czytelnikowi nie grozi więc nuda, gdyż może z coraz większą pasją śledzić losy Uhtreda i nękanej wojną Anglii.
Mając wszystko to na uwadze, trzeba przyznać, że Pieśń Miecza różni się w pewnym stopniu od poprzednich tomów, ale nic na tym nie traci idealnie wkomponowując się w świat przedstawiony. Lekkie pióro autora sprawia, że historia wciąga, a nawet uzależnia. Mało tego, Wojny Wikingów rozbudzają ciepłe uczucia względem kultury i religii walecznych korsarzy. Jest to więc pozycja obowiązkowa dla osób interesujących się tym klimatem, jak również godna polecenia każdemu miłośnikowi przygody, walki i historii. Bernard Cornwell naprawdę zasługuje na uwagę!

czwartek, 11 kwietnia 2013

Panowie Północy - Bernard Cornwell



Tytuł: Panowie Północy
Autor: Bernerd Cornwell
Wydawca: Instytut Wydawniczy ERICA
Ilość stron: 536
Ocena: 6/6





Po latach wojaczki u boku Alfreda, po uwolnieniu Wessexu z rąk wikingów i odebraniu marnej zapłaty za swój niezastąpiony wkład w zwycięską batalię, Uhtred postanawia zająć się swoimi prywatnymi sprawami i zemstą za dawne krzywdy. W tym celu opuszcza Zachodnią Anglię i wyrusza do ukochanej Northumbrii, w której wcale nie dzieje się dobrze. Podburzeni przez duchownego Sasi porwali za broń i krwawo rozprawili się z poganami, którzy na swoje nieszczęście znajdowali się w pobliżu. Jeden z osiadłych w mieście Duńczyków, poczciwy Bolti, wynajmuje Uhtreda by wraz z rodziną uciec z Eoferwic. W ten właśnie sposób niepokonany Saski bohater zmuszony jest przejść przez niebezpieczne ziemie Kjartana Okrutnego, a tym samym natknąć się na jego syna. Swen Jednooki, nie mniej bezwzględny od ojca, okazuje się jednak nie posiadać lotnego umysłu, a co więcej jest okropnym tchórzem. Pokrętne prządki splatają nić życia Uhtreda z losem Guthreda, króla w niewolniczych kajdanach, którego niejako sam Bóg postanowił namaścić na władcę. Od tej pory młody Saski wojownik trwać będzie u boku Guthreda służąc mu radą i swoim mieczem. Czyżby Uhtred w końcu znalazł króla, który potrafi docenić jego liczne zalety?
Panowie Północy to trzecie spotkanie z wyjątkowymi bohaterami Wojen Wikingów, które niejako zamyka pewien etap w życiu Uhtreda i Ragnara. Jedna z intryg rozpoczętych w tomie pierwszym odnajduje swój kres na kartach tej części i pozwala odetchnąć z ulgą wszystkim, którzy wyczekiwali zemsty, a jednak powieść nadal trzyma w napięciu, gdyż nie wszystko zostało zrobione. Przed Sasem jeszcze długa droga by wszystkie krzywdy zostały pomszczone, a jego duch znalazł w końcu ukojenie. Wrogowie mnożą się, bowiem i każdy jeden pokonany wydaje się odpowiadać całej masie nowych. Jeśli więc ktokolwiek sądził, że tym razem historia nas zawiedzie i okaże się niewystarczająca by zaciekawić, to był w wielkim błędzie. Bernard Cornwell nie daje za wygraną, a jego opowieść nabiera coraz to szybszego tempa.
Jak wspominałam przy okazji poprzednich recenzji tej serii, każda książka wydaje się nieść ze sobą jakiś rodzaj konfliktu pomiędzy dwoma przeciwstawnymi obozami – Anglicy/Duńczycy, chrześcijaństwo/religia pogańska. Tym razem mamy jednak okazję znaleźć się w złotym środku tych wojen. Northumbria łączy w sobie obie strony sporu i chociaż podburzani ludzie często zakłócają wątły spokój, to współistnienie Sasów i Duńczyków nie jest wykluczone. Przykładem może być Guthred, który jest przecież Duńczykiem, a jednocześnie będąc wybranym przez Boga przyjmuje chrześcijaństwo, czym zaspokaja potrzeby zwaśnionych ludzi. Czytelnik widzi również jak wiele wysiłku kosztuje utrzymanie pokoju na tak niepewnym gruncie, jak wiele można zniszczyć jednym nierozsądnym posunięciem.
Nie mniej jednak, Panowie Północy to nie tylko powieść ukazująca chwiejną równowagę, ale przede wszystkim zemstę. Od samego początku, aż po koniec mamy do czynienia z przejmującymi emocjami, które dotyczą wzięcia odwetu za wyrządzone krzywdy. Kobiety mszczą się na swoich gwałcicielach, niewolnicy na swoich panach, dzieci na zabójcach swoich rodziców, inteligentny przeciwnik na głupcu, zaś zdradzony wojownik wymierza sprawiedliwość osobom, które przyczyniły się do jego zniewagi. To właśnie zemsta jest motywem przewodnim tego tomu i bezsprzecznie widzimy jej różne oblicza, które mogą fascynować, ekscytować, bądź wydawać się jawnym zaprzeczeniem zasad moralnych.
Nie można jednak zapomnieć o intrydze miłosnej, której świadkami jesteśmy przy okazji tego tomu. Naturalnie, Uhtred nigdy nie był święty, pokładał się z kobietami, kochał jak szaleniec, ale jego serce nadal pozostaje do wzięcia. Warto o tym wspomnieć, jako że tym razem autor poświęca o wiele więcej miejsca na miłosne perypetie bohatera. Nie można nazwać tego romansem, jednak na pewno czyta się o tym w wyraźną przyjemnością. Kim więc tym razem jest oblubienica Uhtreda? Do czego zdolny jest mężczyzna by zdobyć ukochaną kobietę i nie oddać jej innemu? Co więcej, wnikliwy czytelnik może zaobserwować zupełnie nowe i niespodziewanie rodzące się uczucie, które na pewno zaskakuje i cieszy. Nie zdradzę jednak czyje serce nagle zabije gwałtowniej, jako że nie chcę psuć niespodzianki rozkochanym w serii osobom.
Podsumowując, Panowie Północy to kolejna genialna lektura, która wyszła spod naprawdę znakomitego pióra Bernarda Cornwella. To także kolejna niezapomniana przygoda, odrobina czegoś nowego, świetnie stworzone postaci, drobna dawka historii, zaś w całości książka jest kolejnym powodem, dla którego warto zainteresować się nie tylko powieścią historyczną, ale także pozycjami, którymi raczy nas autor. Naprawdę polecam!

wtorek, 9 kwietnia 2013

Wampir Lestat - Anne Rice



Tytuł: Wampir Lestat
Autor: Anne Rice
Wydawca: Rebis
Ilość stron: 648
Ocena: 5/6





Po latach spędzonych w uśpieniu głęboko pod ziemią Lestat de Lioncourt przebudził się by zaistnieć na nowo i rozpocząć swoją jakże odmienną od poprzedniej egzystencję. Nabierając powoli sił, wsłuchując się w muzykę podrzędnego rokowego zespołu, wampir wychodzi ze swojej kryjówki. Świat zmienił się znacznie, od kiedy Lestat ostatni raz przemierzał nocne ciemności, od kiedy „żył”, jednakże mężczyzna bez problemów odnajduje się w nowym otoczeniu rozpoczynając burzliwą karierę muzyka rockowego. Jako narrator powieści opowiada nam o swoim życiu sprzed przemiany, kiedy to, jako panicz w osiemnastowiecznej Owernii starał się odnaleźć swoją drogę. Wraz z wiernym przyjacielem i kochankiem, Nicholasem przeciwstawili się wszystkim i wszystkiemu wyjeżdżając do Paryża gdzie rozpoczęła się ich przygoda z teatrem. To właśnie tam, w pełnej skrajności stolicy, pokrętny los postawił na drodze młodego, pięknego Lestata zainteresowanego nim wampira. Chłopak został zmuszony by na nowo szukać dla siebie miejsca w świecie, popełnia błędy i usiłuje je naprawić, nabiera pewności siebie, staje się zadufany, niemal szalony w swej niezaprzeczalnej odwadze. Tak oto rodzi się Lestat, którego świat zapamięta dzięki jego humorkom, słabości, szalonym pomysłom i coraz to nowszym miłością. Historia jednego z najbardziej znanych wampirów świata jest na wyciągnięcie ręki, zaś on doskonale zdaje sobie z tego sprawę.
Anne Rice kolejny raz przenosi swojego czytelnika do świata, który misternie utkała w pierwszym tomie swoich Kronik Wampirów, a który rozwija w Wampirze Lestacie – drugiej części serii. Tym razem nie tylko śledzimy losy bohaterów, ale także dowiadujemy się o rzeczach, które poprzednio wydawały się pominięte, czy też źle odebrane przez Louisa. Dzięki temu autorka tworzy rodzaj zewnętrznego dialogu między swoimi postaciami, urealnia je, czyni z nich osoby namacalne, prawdziwe. Tym też sposobem sprawia, iż czytelnicy mogą poznać różne punkty widzenia na te same sprawy, co wydaje mi się niezwykle oryginalne i interesujące.
Samą fabułę podzielić można na dwie części: odnoszącą się do czasów bardzie współczesnych czytelnikowi oraz tę, która osadzona została w dalekiej przeszłości. Osobiście uwielbiam część, w której dowiadujemy się o przeszłości Lestata, jego życiu w wieku XVIII i przez wszystkie lata, które spędził jako wampir. Piękne opisy sprawiają, że otoczka historyczna naprawdę przypadła mi do gustu i stanowi najciekawszy element książki. Zdecydowanie mniej podoba mi się współczesność, którą poznajemy dzięki Lestatowi. Wampir muzykiem rockowym? Naturalnie, pasuje idealnie, nie mniej jednak, bohater znajduje się w samym środku wydarzeń, jakby świat kręcił się właśnie wokół niego. Ot, on – jeden, jedyny, idealny Lestat – i w tle reszta świata.
To podsuwa kolejną istotną sprawę, a mianowicie – bohaterowie. Naszym gospodarzem przy okazji tego tomu jest właśnie Lestat, który niewątpliwie należy do postaci skomplikowanych. Inaczej odbierają go inni bohaterowie, zaś inaczej widzi siebie on sam. I tak oto, mamy do czynienia z osobą, której ego zwala z nóg, a pewność siebie jest godna pozazdroszczenia, chociaż miejscami irytująca. Nie mniej jednak, Lestat nie jest jedyną postacią, z jaką mamy tu do czynienia. Bez względu na to, co myślimy o naszym narratorze, możemy wybierać, przebierać, wybrzydzać w całej gamie innych krwiopijców, a przecież na pewno nie są oni jeszcze wszystkimi, jakich przyjdzie nam poznać. Nie będę ukrywać, iż to właśnie mnogość i różnorodność postaci stanowią drugi, po wątkach historycznych, element, który wręcz uwielbiam w powieściach pani Rice.
Pod względem warsztatu literackiego powieści nie można nic zarzucić. Autorka pisze językiem wysublimowanym, chociaż przystępnym z odrobiną epickości. Liczne opisy miejsc w żadnym stopniu nie spowalniają akcji, nie odstręczają, a jedynie rozwijają zainteresowanie lekturą, pozwalają nam na wyobrażenie sobie świata przedstawionego z większą dokładnością. Nie, tutaj Anne Rice nie można zarzucił zupełnie niczego. Posiada ona niewątpliwy talent i po mistrzowsku z niego korzysta.
Podsumowując, nie trzeba lubić wampirów by czerpać rozkosz z książek Anne Rice, zaś Wampir Lestat ukazuje czytelnikowi zupełnie inne oblicze krwiopijców. Jeśli nie oszalejemy na punkcie samej powieści to niewątpliwie urzeknie nas ten, czy inny bohater, a wszystko to sprawi, iż z przyjemnością sięgniemy po dalsze części serii. Kiedy ja zaczynałam swoją przygodę z Kronikami Wampirów nie wiedziałam, czego się spodziewać i bynajmniej nie byłam wtedy zwolenniczką tego typu historii. Namówiona przez koleżankę zdecydowałam się dać szansę Lestatowi i jego przyjaciołom, zaś ostatecznie oddałam tej serii serce. Tego zwyczajnie trzeba spróbować zanim powie się „nie” i całkowicie z tego zrezygnuje.

sobota, 6 kwietnia 2013

Kuroshitsuji vol. 4 - Yana Toboso



Tytuł: Kuroshitsuji vol. 4
Autor:Yana Toboso
Wydawca: Waneko
Ilość stron: 194
Ocena: -6/6





Wraz z nastaniem zimy w Londynie pojawiają się problemy, z którymi Scotland Yard nie może sobie poradzić. Zmusza to królową do podjęcia radykalnych środków i poproszenia o pomoc młodego panicza Phantomhive. Stolica Imperium boryka się, bowiem z serią napadów na anglików, którzy niedawno powrócili z Indii – rozebranych jak do rosołu mężczyzn skrępowano i przywiązano do góry nogami do szyldu kawiarni, zaś do ich ciał doczepiono wiadomość podpisaną za pomocą dziwnego znaku. Podążając za radami ekscentrycznego chińczyka Ciel i jego kamerdyner zapuszczają się w rejony zamieszkiwane przez hindusów, gdzie pakują się w drobne tarapaty, natomiast ich wątpliwymi wybawcami stają się sam książę Bengalu, Soma oraz jego wierny sługa, Agni. Od tej pory nie tylko angielskie społeczeństwo będzie zmagać się z problemami, ale również Ciel, jako że dwójka hindusów, do których najwyraźniej nie dociera znaczenie słowa „nie”, postanowiła skorzystać z jego „gościnności”.

Po odrobinę krwawym epizodzie z Kubą Rozpruwaczem czwarty tom Kuroshitsuji wita nas historią zdecydowanie lżejszą i niezobowiązującą, pełną zabawnych scenek, miejscami absurdalnego humoru i nowych postaci. Tym razem niewątpliwą zabawę przy ciekawej lekturze urozmaica wiedza, którą możemy zdobyć dzięki zawartym w historii nawiązaniom do wiary i kultury indyjskiej. Co więcej, czytelnik ma także niejako wgląd w sytuację polityczną ówczesnej Wielkiej Brytanii, która była wtedy ogromnym Imperium. Te z pozoru drobne fakty sprawiają, iż nasze zainteresowanie opowiadaną historią staje się większe, zaś Anglia coraz bardziej elektryzuje, interesuje, pobudza ciekawość.

Sama fabuła pozwala czytelnikowi odpocząć od powagi, rozlewu krwi i wszechobecnej śmierci, której przedsmak mieliśmy okazję dostrzec w poprzednich tomach. Jak się okazuje, staranna kreska mangaki idealnie pasuje także do komediowych scenek, które tym razem wypełniają strony. Bez najmniejszych oporów możemy uśmiechać się, kręcić głową z niedowierzaniem, czy nawet głośno parsknąć śmiechem, gdy absurd goni absurd, a rozkoszna naiwność niektórych postaci okazuje się dominować nad zdrowym rozsądkiem. Yana Toboso zadbała o to by zabawa była przednia.

Naturalnie, manga porusza również odrobinę poważniejsze tematy, jak chociażby pogoń za utraconym przyjacielem. W tym wypadku uczucia skłaniają młodego człowieka do podjęcia nie małego wysiłku, kiedy opuszcza on rodzinny kraj chcąc odnaleźć drogą sobie osobę. Następnie możemy zaobserwować konflikt wewnętrzny spowodowany chęcią ochrony kogoś bliskiego i jednoczesnym oszustwem mającym na celu osiągnięcie większego dobra. Ostatecznie, czytelnik poznaje kolejne drobne szczegóły dotyczące tragedii Ciela, która obróciła jego życie o 180 stopniu, uczyniła go tym, kim aktualnie jest.

Co się zaś tyczy wprowadzonych świeżo postaci, nie ulega wątpliwości, że hinduski książę i jego wyjątkowy kamerdyner nie planują zbyt szybko ustępować pola inny bohaterom rozgaszczając się w rezydencji Phantomhive i wypełniając sobą stosunkowo spokojne życie Ciela. O ile innych można się łatwo pozbyć, o tyle ta dwójka zagnieździła się wyjątkowo szybko i bez wątpienia wzbudza sympatię czytelników. Pełni animuszu, optymizmu i uroku bohaterowie nie pozwalają się ignorować, a tym samym zarówno odbiorca, jak i Ciel, czy Sebastian są zmuszeni do zaakceptowania obecności nowych twarzy. Nie wątpię, że dla wielu fanów serii nie stanowi to żadnego problemu.

Tak więc, Yana Toboso powoli nabiera rozpędu, a jej manga hipnotyzuje z coraz większą mocą. Jak widać, tutaj każdy może znaleźć coś dla siebie, a dalej może być tylko lepiej. Jeśli ktoś nadal się waha i nie wie, czy powinien dać szansę temu tytułowi to z całego serca polecam zaryzykować, jako że naprawdę warto wejść w świat, który oferuje nam mangaka.

czwartek, 4 kwietnia 2013

Zwiastun Burzy - Bernard Cornwell



Tytuł: Zwiastun Burzy
Autor: Bernerd Cornwell
Wydawca: Instytut Wydawniczy ERICA
Ilość stron: 600
Ocena: -6/6






Bernard Cornwell kolejny raz udowadnia czytelnikowi, że historia w niczym nie ustępuje fantastyce i podobnie jak baśniowy świat potrafi wciągnąć w wir przygody, uzależnić, rodzić bohaterów i epickie konflikty, zaś Zwiastun Burzy w pełni oddaje prawdziwość tej teorii. Jak widać, nie trzeba tworzyć nowych ras, szukać coraz to wymyślniejszych wrogów i obdarzać bohaterów nadprzyrodzonymi zdolnościami by porwać czytelnika i zafundować mu niezapomnianą przygodę. Naszą rzeczywistość użyźniły całe hektolitry przelanej w walkach krwi, zaś Cornwell na tej jakże urodzajnej ziemi zasadził swój ogród Wojen Wikingów.

Po zwycięskiej bitwie pod wzgórzem Cynuit, nie zważając na dobre rady przyjaciela dwudziestoletni Uhtred wyrusza na poszukiwanie swojej żony i nowonarodzonego dziecka, by dopiero mając pewność, co do ich bezpieczeństwa dołączyć do króla, któremu przyrzekał wierność. Niestety, znienawidzony rywal zdecydowanie wcześniej znalazł się u boku Alfreda sącząc jad w podatne serce chrześcijańskiego władcy. Dumny, nieustraszony i nieokiełznany Uhtred nie potrafi znieść ignorancji, jaką odpłaca mu się za zwycięstwo nad wrogiem, toteż poniżony popada w niełaskę, a odesłany z królewskiego dworu osiada na ziemiach swojej żony, by tam wieść z pozoru spokojne życie, podsycać swoją nienawiść względem angielskiego władcy. Bezczynność bynajmniej nie wychodzi mu na dobre, gdyż powoli młody mężczyzna odsuwa się od swojej małżonki, szuka ucieczki od nudy i nowej, beznadziejnej egzystencji. Pomoc przychodzi z najmniej spodziewanej strony i wtedy niepokorny dziedzic Northumbrii rozpoczyna swoją piracką przygodę, zaś niedługo później powraca na drogę wojownika, gdy rozpoczyna się kolejna bitewna zawierucha.

Akcja drugiego tomu Wojen Wikingów rozpoczyna się tam, gdzie końca dobiegło Ostatnie Królestwo i chociaż pierwsza część serii była niewątpliwie genialna, to druga okazuje się jeszcze lepsza, jeszcze bardziej porywająca i bezsprzecznie hipnotyzująca. Albowiem fabuła posuwa się coraz bardziej do przodu, Duńczycy nie rezygnują ze swojego planu podbicia Anglii, pokój zostaje zawarty by niedługo później obietnice i przysięgi łamano, zaś główny bohater w dalszym ciągu tkwi pośrodku całego zamieszania próbując odnaleźć swoją drogę, swoje przeznaczenie. A przeznaczenie jest wszystkim - Wyrd bið ful aræd.

O ile w poprzednim tomie dominowało wewnętrzne wahanie Uhtreda, co do podejmowanych przez niego decyzji, o tyle teraz młody mężczyzna całkowicie poddaje się swojemu losowi wypatrując znaków od bogów, podążając za wewnętrznym głosem, który podpowiada mu, po której stronie konfliktu musi się opowiedzieć. Trzy przewrotne Prządki zdecydowanie bawią się losem głównego bohatera, który brata się ze znienawidzonym królem musząc zabijać ludzi, którzy są mu najbliżsi zarówno w stylu bycia, jak i wierzeniach. Los bywa nieobliczalny i tylko królowe cieni wiedzą, co może się wydarzyć w przyszłości.

Naturalnie, to bliski bohaterowi, pogański sposób patrzenia na świat. Czy jednak historia młodego Uhtreda nie jest dowodem na to, że przeznaczenie istnieje, zaś chrześcijanie złudnie pokładają nadzieję w swoim Bogu? Zwiastun Burzy jest powieścią, w której konflikt pomiędzy Duńczykami, a Anglikami przeplata się z wojną wierzeń. Chrześcijański Bóg, jego zastępy świętych i modlących się nieustannie księży stają naprzeciw pogańskich bogów i rzeszy dzielnych wojowników, którzy nie marnują czasu przelewając krew. Nie oszukujmy się, w tej części sagi chrześcijański Bóg śpi zaś stare wierzenia i pogańskie czary zbierają największe żniwo. Jak może zapatrywać się na to czytelnik? To zdecydowanie sprawa indywidualna. Ja osobiście stoję po stronie rozsądniejszych Duńczyków i z bólem obserwuję naiwność Alfreda i wręcz obsesyjne podejście jego żony.

Co się zaś tyczy samej historii, niewątpliwie ma wielki wpływ na czytelnika, który bez reszty oddaje się we władanie sił rządzących tą lekturą. Wściekłość, furia, bezsilność i beznadzieja towarzyszą nam przez cały czas, a wszystkie te uczucia, które pierwotnie należeć musiały do Uhtreda, zdecydowanie znajdują swoje ujście w czytelniku, który nie pozostaje biernym obserwatorem zdarzeń, ale przeżywa je wraz z bohaterami. Miejscami mamy ochotę porwać za topór i pozbawić bohatera dylematów, bądź przejmując pałeczkę samodzielnie poprowadzić wojska do walki. Zwiastuna Burzy się nie czyta, ale przeżywa.

Nie mniejszą moc uwodzenia posiada widoczny w powieści humor. Ironiczne komentarze Uhtreda, wręcz osłabiająca naiwność Alfreda i talent aktorski Aethelwolda sprawiają, że przy tej dosyć poważnej lekturze niejednokrotnie na naszej twarzy zagości uśmiech. Nic więc dziwnego, iż miłość do tego tytułu rodzi się samoistnie.

Reasumując, Bernard Cornwell pokazuje światu, jak wielka siła drzemie w przeszłości, jak skomplikowanym organizmem jest człowiek, jak bardzo się zmienia wbrew własnej woli. Co więcej, porywa czytelnika w świat pełen konfliktów i rozlewu krwi, a jednocześnie przedstawia wszystko z właściwą sobie subtelnością i dobrym smakiem. Możecie mi wierzyć, bądź nie, ale ta powieść jest zdecydowanie lepsza niż niejedna fantastyka.


wtorek, 2 kwietnia 2013

Tomek na wojennej ścieżce - Alfred Szklarski



Tytuł: Tomek na wojennej ścieżce
Autor: Alfred Szklarski
Wydawca: Muza SA
Ilość stron: 254
Ocena: -5/6





Tomasz Wilmowski nie próżnuje tym razem spędzając czas w Ameryce na ranczu należącym do wuja poznanej przy okazji pierwszego tomu serii Sally. Wraz z australijską dziewczyną i nieodłącznym druhem, bosmanem Nowickim, Tomek staje naprzeciw nowej przygody. Młody Polak kolejny raz zaprzyjaźnia się z rdzennymi mieszkańcami odwiedzanego kraju, chociaż tym razem nie obędzie się bez rozlewu krwi, bowiem napięcie między Indianami, a białymi wzrasta. Nim jednak dojdzie do jakiegokolwiek starcia młodzian będzie miał pełne ręce roboty, gdy wraz z Nowickim i Sally podstępem pomogą w ucieczce Czarnej Błyskawicy – pojmanemu przez białych Indianinowi. Zjednanie sobie sympatii jednego z czerwonoskórych to dopiero początek przygody, gdyż silny, niepokorny bosman również wykaże się zarówno niesłychaną odwagą, jak również typową dla siebie głupotą. Gołymi rękami powstrzyma rozjuszonego byka by niedługo później wpaść w ręce Indian i walczyć o życie w niesprzyjających warunkach. Niestety, także Sally będzie miała okazję zostać uprowadzoną, a w obliczu tej tragedii wszystkie chwyty okażą się dozwolone, gdyż dziewczyna musi wyjść z tego cała. W końcu Tomek nie pozwoli by jego drogiej przyjaciółce spadł z głowy chociażby jeden włos bez względu na to, jakie niebezpieczeństwa czyhają na białych ludzi.
Tomek na wojennej ścieżce to trzecie spotkanie polskich czytelników z dzielnym, niepokornym młodzieńcem, który wyrwał się z okupowanej Polski i powoli przemierza świat w poszukiwaniu przygód oraz wiedzy. Po Australii i Afryce chłopak przybywa na kolejny kontynent, na którym toczy się odwieczna walka między rdzenną ludnością, a białymi kolonizatorami. Dzięki tej wakacyjnej wyprawie naszego bohatera, czytelnik ma okazję poznać zdradziecki, chociaż niewątpliwie piękny świat dzikiego zachodu, zaznajomić się z jakże różną od naszej kulturą, jak i wyrobić sobie swoje zdanie na temat Indian. Jest to więc kolejna niebywale pouczająca powieść, która przybliża nam świat, jego historię, piękno i ogrom różnic, które towarzyszą każdej wyprawie, każdej nowo odkrywanej ziemi.
Warto wspomnieć, iż Alfred Szklarski chwilowo porzucił część znanych nam doskonale bohaterów, by pozwolić Tomaszowi wykazać się niezaprzeczalną odwagą, pomysłowością i pokazać się od jak najlepszej strony. Pozycji tej nie można jednak zarzucić pustki w szeregach postaci, gdyż miejsce ukochanego ojca i dzielnego Smugi zajmują inni, bardzo interesujący bohaterowie, jak szeryf Allan, czy przyjaźnie nastawieni Indianie. Niestety, osobiście bardzo ubolewam nad tą pozornie drobną zmianą, jako że zdążyłam już nawyknąć do dotychczasowej budowy powieści, gdzie Tomek wyruszał na wyprawy wraz z ojcem i jego przyjaciółmi. Jednocześnie nie pałam szczególnym uczuciem do postaci Sally, która wydaje mi się nazbyt naiwna i uzależniona do młodego Wilmowskiego. Naturalnie, dzięki dziewczynie autor powoli wdraża delikatny, niezobowiązujący wątek miłosny, co jednym może się podobać, podczas gdy innych odrzuca. Ja nie przepadam za Sally, więc jakikolwiek udział dziewczyny w przeżywanych przez bohaterów przygodach jest dla mnie męczący. Ot, o jedną babę za dużo.
Chociaż i tej pozycji możemy zarzucić zbytnią naiwność i brak realizmu to jednak fabuła nie pozwala na nudę i wciąga, rozbudza zainteresowanie światem przedstawionym, uwypukla istotne problemy, jakie towarzyszą ludzkości. Co więcej, także budowa przedstawionych w powieści postaci zostaje urozmaicona o kolejne dowody na beztroskę Nowickiego, zdeterminowanie Tomka, czy też brak poradności u Sally. Tym samym książkę Alfreda Szklarskiego albo się lubi, albo się od niej stroni.  Należy jednak przyznać, że z każdym tomem język powieści staje się coraz bardziej naturalny i doroślejszy. Może to mieć związek z faktem, iż Tomek dorasta, jego ciekawość łatwiej zaspokoić, przyzwyczaja się do nowego stylu życia, staje się młodym odkrywcą tracąc swoją dziecięcą fascynację każdym nieistotnym szczegółem nowego miejsca. Niewątpliwie rozwija się również kunszt pisarski autora, dorastają czytelnicy, a więc i wymagania względem powieści są bardziej wygórowane.
Podsumowując, na przygodach Tomka wychowało się wiele pokoleń młodych polaków i, mam taką nadzieję, jeszcze nie jeden młody człowiek pozna świat właśnie poprzez powieści Szklarskiego. Tomek na wojennej ścieżce jest tomem, który zapowiada zmiany w stylu, historii i samych bohaterach. Teraz wszystko nabiera powagi, staje się zdecydowanie doroślejsze, w pewnym stopniu inne. A co czeka czytelnika dalej? Przekonamy się niebawem.